Nina zmarła niespodziewanie.. Czekała na przeszczep serca 62 dni ale się nie doczekała..
Jeszcze 19 marca 2016 byliśmy w CZD i w wynikach badań wyszło, że wartości NTproBNP oraz cTnI spadły w porównaniu z ostatnim badaniem.
Niestety długo nie mogliśmy cieszyć się tym lepszym wynikiem badań.
24 marca 2016 jak każdego ranka po porannej kaszce zaczęliśmy podawać Nince leki strzykawką. Od pewnego czasu było to dość trudne bowiem Ninka nie chciała otwierać buzi i bardzo marudziła.
W ten beznadziejny wtorek zaczęła dąsać się i krzywić się od samego początku. Po drugiej próbie podania jej leku, gdy nie przestawała marudzić wziąłem ją na ręce aby ją uspokoić. Niestety, na rękach zaczęła bardziej krzyczeć - jakby coś ją bolało. Żona za chwilę miała wychodzić do pracy..
Próbowaliśmy uspokoić ją na różne sposoby. Był to napad podobny do tych co miała wcześniej i z których prędzej czy później ją wyprowadzaliśmy. Niestety tym razem histeria przyciągała się. Ninka nawet zaczęła wbijać sobie paznokcie w szyję. Wydawało się nam że robi to bo coś strasznie ją boli.
Po tym jak wezwaliśmy karetkę, nagle udało się nam ją uspokoić. Spała wtulona we mnie. Jej usta przestały być fioletowe i odzyskały swój naturalny kolor. Gdy tak leżała w moich ramionach zdecydowaliśmy się odwołać karetkę bowiem myśleliśmy że problem sam się rozwiązał. Jednak gdy tylko Żona zakończyła rozmowę z dyspozytorką numeru 112, Nina zerwała się znowu z potwornym wrzaskiem. Kolejne próby opanowania sytuacji przynosiły lepsze lub gorsze efekty. Gdy cała sytuacja się przyciągała zdecydowaliśmy się ponownie wezwać karetkę.
Pogotowie zdecydowało o zabraniu Niny do szpitala. Kierowca karetki przez kilkanaście minut nie chciał jednak odjechać spod bloku bowiem moja Żona , Ninka i lekarz nie byli przypięcia pasami... Włożenie Ninki do fotela samochodowego tylko sprawiło, że zaczęła bardziej krzyczeć. Czemu nie mogła być na rękach u Mamy?!?!
Karetka miała zabrać Ninkę do CZD mimo,że akurat tego dnia zaczął się tam strajk pielęgniarek. Chcieliśmy tam jechać bowiem, tam Ninka była cały czas leczona.
Niestety, w okolicach Pomnika Lotnika, stan Ninki się pogorszył gdyż zaczęła tracić przytomność. Lekarz zdecydował aby skręcić do szpitala na Banacha.. Znowu ci sami lekarze, pod których opieką zmarła nasza pierwsza córka Alicja.. Dlatego tak bardzo nie chcieliśmy jechać z Ninką na Banacha.. A jednak ostatecznie tu przyjechaliśmy...
Gdy Nikę przenieśli z SOR na OIT, jej serduszko się zatrzymało... Lekarze rozpoczęli akcję reanimacyjną. My nie byliśmy niczego świadomi, bowiem nie wpuszczono nas na oddział. Gdy zapytaliśmy przechodzącego lekarza o to co dzieje się z naszym dzieckiem, ten z uśmiechem na ustach stwierdził że jest " w stanie permanentnej resuscytacji" oraz że "gdyby było z nią dobrze to by tu nie leżała". Miałem ochotę tylko strzelić go w twarz....
Gdy okolo godziny 10:30 z OIT wychodzili studenci, nie zważając na protesty lekarzy wybiegłem na oddział prosto do sali gdzie było moje dziecko.
Ninka była reanimowana przez zespół anestezjologów... Nie miałem pojęcia co się stało. Przecież jak karetka zabierała ją z domu to nie była aż w tak złym stanie...
Około 11 Ninka nagle się ustabilizowała. Nawet poruszyła nóżkami i rączkami, co lekarze odczytali jako dobry znak.
Pielęgniarki zaczęły obmywać Ninkę z krwi, założyły jej pieluszkę i skarpetki. Wymienił pod nią prześcieradło. Na koniec położyły na niej specjalny koc aby ją ogrzać gdyż była bardzo zmarźnięta.
Po chwili jednak, około 12, Ninki serce ponownie się zatrzymało... Ponownie przybiegli anestezjolodzy. Tym razem jednak nie dali rady pomóc Nince..
O 13 stwierdzili jej śmierć;(((((
Ja cały czas byłem przy mojej Kochanej Córeczce. Czasem chwytałem ją za nóżkę czy rączkę aby dodać jej sił w trakcie reanimacji. Krzyczałem też jej imię .. Niestety moje próby wsparcia Nineczki na nic się zdały..
Gdy anestezjolodzy odeszli od niej, pobiegłem do mojego dziecka, zacząłem całować, próbowałem ocucić, błagałem by nie umierała..
Żaden cud jednak się nie wydarzył..;(((
Ninka zmarła 24 mają 2016 , na 6 dni przed ukończeniem 9 miesięcy.. 11 dni przed drugą rocznicą śmierci swojej starszej siostry Alicji...
Znowu zostaliśmy bez dziecka..;((
I to w najgorszym możliwym okresie - zbliżających się wakacji, gdy wszędzie pełno jest szczęśliwych rodzin z dziećmi.. A my nie mamy już z kim chodzić na spacery..;((
Przecież 7 czerwca mieliśmy jechać z Ninką na wakacje do Karwi.... Z Alicja nie doszedł do skutku lipcowy wyjazd do Rowów.. Mamy wrażenie że nasze życie koło... Na chwilę przed śmiercią Ninki zamówiłem dla Żony nowy telefon, który dostanie już gdy Ninki z nami nie będzie.. Tak samo było gdy 2 lata wcześniej umarła Alicja..
Jak można w niespełna dwa lata stracić dwie śliczne córeczki na jedną z rzadszych chorób na świecie - kardiomiopatię restrykcyjną.
Co za sadysta napisał scenariusz naszego życia??!!
Nie chcę nam się żyć.. nasze mieszkanie znowu stało się puste...obie nasze córeczki straciliśmy w tym mieszkaniu.. teraz czujemy się w nim jak więźniowie. Boimy się wyjść za próg, żeby przypadkiem kogoś nie spotkać...
Nie rozumiemy, dlaczego nie potrafiliśmy uratować naszej drugiej córki.. przecież o jej chorobie wiedzieliśmy wcześniej, byliśmy częstym gościem w szpitalu, podawalismy jej leki 5 razy dziennie.. a wszystko to na nic..
Zgodnie z wynikami badań, Nina miała serce w lepszej kondycji niż Alicja, a jednak zmarła będąc ponad 2 miesiące młodsza od Alicji.. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że to się może zdarzyć. Byliśmy wręcz przekonani, że Nina będzie żyła dłużej niż Alicja, a co za ten idzie, że mamy jeszcze trochę czasu na wykonanie przeszczepu serca.. W CZD, jeszcze 2 tygodnie wcześniej Ordynator kardiologii mówiła, że Nina jest w znakomitej kondycji klinicznej.
Jak się okazało nie miało to żadnego znaczenia..
Los po raz kolejny z nas zadrwił i zabrał nam ukochaną córeczke..
Nie potrafiłem uchronić ją przed tą beznadziejną i przedwczesną śmiercią..
Mam tylko nadzieję, że faktem iż byłem przy reanimacji Niny sprawiłem iż w swoich ostatnich chwilach czuła się kochana....