Od śmierci Ninusi minął już prawie miesiąc a ja ciągle budzę się o godzinie 5 rano i nie mogę już zasnąć. O 5 rano, przez ostatnie miesiące swojego życia wstawała Nina, a ja zawsze rano wyjmowałem ją z łóżeczka, przewijałem i zabierałem do salonu gdzie bawiła się na macie edukacyjnej, a ja w tym czasie szykowałem śniadanie.... Teraz o 5 rano do salonu idę sam bowiem w łóżku męczę się jeszcze bardziej gdy patrzę na miejsce, w którym jeszcze niedawno stało łóżeczko Niny... ;(
Nie wiem co za sadysta wymyślił scenariusz mojego życia.. Jak to możliwe, żeby w ciągu dwóch lat stracić dwoje dzieci...